środa, 6 czerwca 2012

wstawianie długich tekstów

Jest dobry powód, dla którego nie nazwaliśmy tej sekcji strony vel news. Mianowicie taki, że, mimo naszych usilnych starań, rzadko znajdują się tu treści nowe, zwłaszcza biorąc pod uwagę dzisiejsze standardy. Na przykład o dwóch sprawach, które zaraz opiszę, miałem pisać chyba tydzień(miesiąc) temu. Cóż, nie wyszło, ale może wyszło mi to na dobre, bo miałem trochę czasu pogdybać i pogrzebać, dzięki czemu poniżej przeczytacie więcej niż tylko suchą informację, coś w rodzaju obserwacji i zaproszenia do dyskusji (znów?).

Najpewniej widzieliście już najnowszy montaż z udziałem Miha (oraz, gościnnym, Mateusza Niepokoja z Krosna (zwanego niesłusznie Kasztelanem), który na moje oko ślicznie się z Michałem dogaduje. W zasadzie jest to prawie split-section, ale, że czołówka jest upstrzona logami sponsorów Miha, zakładam, że to tylko tak-zwany "ficzuring"). Już to kiedyś mówiłem i powtórzę: za każdym razem zdumiewa mnie ile można jeszcze relatywnie nowych rzeczy wyczynić na placu Marii Magdaleny. Jeśli ktoś nie był tam osobiście, to śpieszę wytłumaczyć, że jest to coś w rodzaju większej wysepki krawężnikowej o rozmiarze 6x10, osadzonej na lekko pochylonym, betonowym zboczu. Trzeba być więc Mihem, albo innym obdarzonym wyobraźnią riderm, których wszak w grodzie Króla Kraka nie brak. Jeśli o tym miejscu nie będą krążyły legendy, to nie wiem o jakim będą.


Ale, ale, nie o tym chciałem wcale pisać. Ciężko nie zauważyć, że do grona sponsorów Michała dołączył nowy logotyp. Ciekaw jestem ile osób zajrzało w zlinkowaną stronkę, by zobaczyć o co biega, co oferuje firma i skąd pochodzi. Mnie zastanowiło natychmiast w jaki sposób dostaje się do niewielkiej brytolskiej firemeki, której opis teamu zaczyna się od słów-przysięgi "Our crew is just a group of good friends (...)". Czy Miho spędził semestr na Wyspach, kiedy ja nie patrzyłem? Żeby nie snuć domysłów zapytałem go wprost o to co chciałem wiedzieć.

Jak więc dostaje się do zagranicznej ekipy? Przez Internet. Rozmowę kwalifikacyjną zapewnił sobie filmikiem Cracow Bombs, szybka gadka przez gmail/gtalk/facebook i okazało się, że rajder znad Wisły jak ulał pasuje go tej grupy przyjaciół. Michał zasugerował, że Phil (założyciel i CEO) ma być może dobrze rozwinięte zdolności psycho-analityczne i instynktownie wyczuwa ludzi, którymi chciałby się otaczać. Zdradził też skromnie, że wcześniej, tym razem po internetowej premierze Krakowskich Ulic, odezwała się do niego ekipa DUBbmx z podobną propozycją, ale sprawa jakoś się rozmyła.

Wygląda więc na to, że internetowy headhunting stał się faktem. Gdy przeczytacie to zdanie pierwszy raz prawdopodobnie nie zrobi na Was specjalnego wrażenia, ale przeanalizujmy co tak na prawdę to oznacza. Kiedyś "karierę" zaczynało się od lokalnych konkursów na których należało zabłysnąć. Wygraną, szalonym transferem, charakterystycznym stylem, czymkolwiek co zwracało uwagę. Oczywiście "sponsor-me tapes" funkcjonują już od długiego czasu, ale nie znam przypadku w którym ktoś zawarł poważny układ na odległość. Zawsze chodziło o to, aby w jakiś sposób zaistnieć, ale w żywej społeczności. Nawet dziś większość firm nadal opiera się na lokalnych talentach, starych znajomych, albo ludziach z polecenia. Jest oczywiście mnóstwo wyjątków, kiedy wchodzi w grę prawdziwa popularność, żeby nie powiedzieć sława, zdarzyć się może praktycznie wszystko. Jednak trzon tradycyjnych firm stanowią chłopaki z sąsiedztwa. Przybrałem może ciut krytyczny ton, a niekoniecznie chciałbym to zjawisko ganić, po prostu zauważyć. To zabawne, że przy odrobinie pomyślności i obycia, można skompletować międzynarodowy team w jeden wieczór przed komputerem. Nie jest to też całkiem pozbawione sensu - filmy nie znanych szerzej wymiataczy z całego globu zasilają przecież internetowe serwisy prawie równie często, co te pełnowymiarowych prosów, czemu więc nie wykorzystać tego potencjału na reklamę. Filmy Miha w niejednym miejscu sąsiadują z nagraniem jakiegoś Dakoty albo Martineza.

Największą wadą tego rozwiązania jest wg mnie jego "zdalność". W niewielkich firemkach gratyfikacją za udział są prawie zawsze wyłącznie produkty, w tym wypadku wysyłane paczką na domowy adres. W zamian produkujesz materiał video, nagrywany na własnym podwórku przez tego samego znajomka co zawsze. Wydaje mi się, że to dość duża wirtualizacja BMXa (albo przynajmniej BMXowej "kariery"). Brakuje tu najważniejszego aspektu bycia w ekipie, czyli nowych znajomych, wyjazdów, doświadczeń. Po prostu szerszych horyzontów. Oczywiście nie wykluczam, że nowi koledzy zaproszą Michała na jeden ze słynnych wyspiarskich wyjazdów do Barcelony. Tego, lub pokrewnego, właśnie mu życzę.

OK, rozpisałem się, a jest jeszcze jedna rzecz na którą chciałbym zwrócić uwagę. Miho od jakiegoś czasu reprezentuje również inny odzieżowy projekt - Bone Co., którego inicjatorem jest operator kamery w powyższym, czyli Baz. Mogłoby się wydawać, że dla jednych albo drugich powinien zaistnieć konflikt interesów. Na szczęście Baz potrafi wyjrzeć za horyzont, a nawet aktywnie wesprzeć Michała w nowym przedsięwzięciu. Trudno zresztą w tej chwili zakładać, że obydwie firmy są w jakimkolwiek stopniu konkurentami. Wydaje mi się jednak, że warto zacząć w Polsce mówić o pewnych zasadach, które zdają się być nam całkiem obce. Szerzej o tym w części drugiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz